Bóg z nami

stajenka Wielu ludzi nie może się wprost doczekać Bożego Narodzenia! Dzieci odliczają dni. Rodzice już z góry cieszą się na tę chwilę, gdy dzieci rozpakują swoje prezenty. Krewni myślą z radością o rodzinnych spotkaniach. Boże Narodzenie to czas oderwania się od szarej codzienności i świętowania w gronie najbliższych.
Są to oczywiście słuszne powody do radości, jednak my, wierzący, mamy jeszcze jeden, najważniejszy powód, by cieszyć się z nadchodzących Świąt. Świętujemy przyjście „Emmanuela, Boga z nami”, Tego, który „zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,24.21).
Tak, Jezus jest Bogiem z nami i przyszedł wybawić nas od grzechu. To niezwykle ważne i podnoszące na duchu prawdy naszej wiary. Uświadamiają nam one, jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo pragnie działać w naszym życiu. W tegorocznym Adwencie poświęćmy więc tym dwóm prawdom naszą uwagę. Uczyńmy to, wpatrując się w te osoby, w których życiu prawdy te uwidaczniają się w sposób najbardziej oczywisty: w Jezusa, Maryję i Józefa. Każda z nich w wyjątkowy sposób ukazuje nam, jak może zmieniać się nasze życie, gdy przyjmiemy Jezusa, Tego, który przyszedł, aby być z nami i aby nas zbawić.


Można powiedzieć, że Bóg był z nami od zawsze. Stworzył nas z miłości, a jeśli się kogoś kocha, to się go nie porzuca. Nawet gdy popadliśmy w grzech, On pozostał z nami i obiecał, że nigdy nas nie opuści. Biblia hebrajska jest jedną długą historią wierności Boga wobec Jego ludu. Widzimy tę wierność w dziejach Abrahama, Mojżesza i Dawida. Widzimy ją podczas wędrówki Izraelitów po pustyni oraz życia kolejnych pokoleń w Ziemi Obiecanej. Bóg nigdy ich nie opuścił!
Jednak po niemal dwóch tysiącach lat towarzyszenia swojemu ludowi Bóg uczynił coś jeszcze większego niż dotąd. Zaczął być z nami już nie tylko w sensie duchowym, lecz dosłownie stał się jednym z nas i żył wśród swego ludu jako człowiek, podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Różnicę pomiędzy działaniem Boga przed i po przyjściu Jezusa przepięknie ukazuje fragment biblijny: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1,1-2).
Powyższe słowa z Listu do Hebrajczyków kładą akcent na pragnieniu Boga, aby objawić nam siebie w potężniejszy niż dotąd sposób. Natomiast Ewangelia Jana podkreśla łaskawość Boga i Jego chwałę. Jan mówi nam: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1,14).
Z kolei św. Paweł opisuje przyjście Jezusa z jeszcze innego punktu widzenia. Podkreśla on, że przyjęcie ciała przez Jezusa miało sens zbawczy: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).
Podsumujmy to. Przychodząc pomiędzy nas, Jezus w nowy sposób wypowiedział słowo Boga i objawił nam Jego miłość, a także wydał za nas samego siebie.

JEZUS ZBAWICIEL
Nasuwa się pytanie: Czy Jezus naprawdę musiał podjąć się tak karkołomnej misji? Czy musiał ponieść aż tak ogromną ofiarę? Otóż prawdą jest, że wielkie sprawy wymagają wielkiego poświęcenia. Oznacza to, że jeżeli sytuacja jest naprawdę poważna, jesteśmy w stanie zdobyć się na bardzo wiele, aby tylko jej zaradzić. Zgodzimy się chyba wszyscy, że fakt Wcielenia – to, że nieskończony Bóg przyjął na siebie ograniczenia ludzkiej natury – jest czymś niezwykle dramatycznym. Sytuacja, która domagała się takiego rozwiązania, musiała więc być absolutnie rozpaczliwa.
Gdyby naszym największym problemem była choroba, Bóg mógłby natchnąć lekarzy, by odkryli nowy, skuteczny lek. Gdyby naszym największym cierpieniem była niepewna sytuacja polityczna, mógłby posłać nam kogoś, kto zasiadając na tronie króla Dawida zaprowadziłby sprawiedliwe rządy. Gdybyśmy najbardziej potrzebowali reformy gospodarczej, mógłby wzbudzić genialnego ekonomistę czy przedsiębiorcę, który stworzyłby wiele miejsc pracy. On jednak nie uczynił nic takiego. Posłał za to swojego Syna, aby stał się „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (por. J 1,29).
Taka była nasza najgłębsza potrzeba. Grzech bowiem był największą przeszkodą w realizacji planu Boga wobec swego ukochanego stworzenia. Oczywiście istnieją też inne przeszkody, jak bieda i niesprawiedliwość społeczna. Jednak tego typu problemy możemy rozwiązywać sami. Grzech natomiast tkwi w nas tak głęboko, że nie jesteśmy w stanie go pokonać bez pomocy Boga. Taką właśnie pomoc otrzymaliśmy w dzień Bożego Narodzenia.
Wcielenie Jezusa było odpowiedzią Boga na naszą największą, najgłębszą i najbardziej palącą potrzebę. Oczywiście niezbędna była także współpraca Maryi i Józefa, którzy zgodzili się przyjąć Jezusa do swojego życia. Ale Boże Narodzenie jeszcze bardziej niż ku heroicznym decyzjom Maryi i Józefa kieruje nas ku pragnieniom i planom samego Boga. Wskazuje na Ojca niebieskiego, któremu tak bardzo zależało na swoim stworzeniu, że posłał swego jedynego Syna nie po to, aby nas potępił za nasz grzech, ale by nas od niego wybawił (J 3,17).

TAK CZYNI MIŁOŚĆ
Dlaczego jednak Syn Boży miałby opuścić niebo i zstąpić na ziemię? Dlaczego miałby wyrzec się tak wielkiej władzy i wolności po to, by przyjąć śmiertelne ciało? Jedynym wytłumaczeniem jest miłość. Jezus stał się Emmanuelem, „Bogiem z nami”, gdyż tak bardzo Mu na nas zależy. Bóg stworzył nas po to, by podzielić się z nami swoją miłością, i nie mógł znieść myśli o tym, że mógłby nas utracić.
Im głębiej pojmujemy wielkość miłości Boga do nas samych i wszystkich otaczających nas ludzi, tym bardziej doceniamy to, co wydarzyło się w dzień Bożego Narodzenia. Nasze serca napełniają się wówczas nie tylko – jak to zwykle w tym czasie – pokojem i otuchą, ale też głęboką radością i wdzięcznością wobec Boga. Zaczynamy Mu dziękować i wychwalać Go za to, że przyszedł wybawić nas od grzechu. Cieszymy się, że otworzył nam niebo. A przede wszystkim pragniemy coraz lepiej poznawać Jego miłość, doświadczać jej i odpowiadać na nią.
Maryja rozważała w sercu wszystko, co się wydarzyło, gdyż rozumiała, czym jest miłość Boga (Łk 2,19.51). Elżbieta radowała się, a maleńki Jan skakał w jej łonie, gdyż poruszała ich miłość Boża (Łk 1,42-44). To dzięki poznaniu miłości Bożej Symeon i Anna rozradowali się na widok Dzieciątka Jezus (Łk 2,25-32.36-38). To wreszcie ta sama Boża miłość skłoniła Józefa do przyjęcia powołania opiekuna Jezusa i Maryi (Mt 1,18-25).
Bóg pragnie, abyśmy także my odkryli Jego miłość. Chce przyciągnąć nas bliżej do swego serca, tak jak uczynił to z Maryją i Józefem. Chce napełnić nas swoim pokojem, jak Symeona i Annę. Chce nam pobłogosławić, byśmy wydali owoc, jak Zachariasz i Elżbieta. Jednak pomimo tych Bożych pragnień niewiele wydarzy się w naszym życiu, jeśli my sami nie poprosimy Go o te łaski.
Nie wystarczy wierzyć w Boga zamieszkującego odległe od nas niebo. Nie wystarczy wierzyć, że Jezus narodził się w żłobie i umarł na krzyżu. Zwłaszcza w tym okresie Bóg pragnie, byśmy osobiście doświadczyli, jak cenni jesteśmy dla Niego. Jest to idealny czas, by prosić Ducha Świętego o otwarcie nam oczu na to, że Jezus jest „Bogiem z nami”, oraz o rozradowanie naszych serc doświadczeniem Jego życiodajnego zbawienia.

Podziękowania i prośby na Nowennę ku czci św. Andrzeja Boboli

Aktualnie gościmy

Odwiedza nas 7 gości oraz 0 użytkowników.